To mi się śniło. To na pewno mi się śniło. Przecież Sylvia nie jest wampirem. Po pierwsze wampyła żeby słońce jakoś przeszkadzało przyjaciółce. Mało tego dziewczyna najzwyczajniej w świecie się opalała. Nie to nie możliwe. Teraz otworzy oczy i normalnie obudzi się w swoim znienawidzonym pokoju i znów będzie żyła szarym życiem sieroty. Za dużo książek. Zbyt wybujała wyobraźnia.
Otworzyłam oczy i ze zdziwieniem uświadomiłam sobie, że nie jestem w swoim pokoju. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Leżałam na łóżku z baldachimem. Pokój wygąldem przypominał te ze średniowiecza... A przynajmniej tak się mi zdawało. Za drzwiami było słychać dwa głosy. Jeden był na pewno Sylvii. Drugiego - męskiego - nie znałam. Drzwi otworzyły się, a do pokoju weszła Sylvia, a za nią chłopak, który musiał rozmawiac ,a raczej kłócić się przed chwilą z Sylvią. Wyglądał na max 19 lat i był przystojn.
- Wstała. - Powiedział chłopak jak dla mnie trochę oschle.
- Zayn daj spokój. Dziewczyna sporo przeszła. - Sylvia spojrzała na mnie.. - Zayn oprowadzi Cie po Instytucie. Ja pójdę do Martiny. Chciała mnie widzieć. Zachowuj się jakoś. Masz być dla niej miły. - Powiedziała tylko do chłopaka przechodząc obok niego.
- No to chodź. - Powiedział odwracając się i wychodząc nie czekając na mnie. Poszła za nim. - Wiec tu są sypialnie dla czarodziejów, na lewo dla wampirów i na prawo dla wilkołaków. Na końcu korytarza jest biblioteka tam będziesz pobierać lekcje.
- Lekcje? Jakie lekcje?
- Musisz umieć okiełznać swoja moc. Ale to wyjaśni Ci Sylvia. Tutaj są gabinety reprezentantów ras. Na dole są sale treningowe.
- Smith uśmiechnął byś. Pierwsza szlachetnie urodzona z tobą gada. Twoi znajomi to sami ukąszeni i ugryzieni. Dziewczyno otwórz lepiej oczy. Tacy jak on powinni zostać wygnani. Tylko zdanie o nas psują. Śmiertelnicy myślą o nas nie wiadomo co. Powinnaś wiedzieć kto jest lepszy. - Dziewczyna w kolorowych włosach wyciągnęła w jej stronę rękę.
- A kto jest lepszy?
- Urodzeni. On jest półkrwi. Zwykłe skazy na stronach naszej historii.
- Pozwól jej samej osądzić kto jest lepszy Victorio. - Usłyszałam delikatny głos i wszystkie twarze zwróciły się w stronę jego posiadaczki. Kobieta w białej zwiewnej sukni do ziemi uśmiechnęła się. - A teraz proszę zostaw nas samych. Musimy uzgodnić to i owo.
- Ale...
- Wolisz żeby mówić Ci won? Mogę to załatwić piesku. - Powiedziała Sylvia stojąca obok przybyłej.
- Pijawka. - Powiedziała Victoria odchodząc.
- Tak wiem pokój miedzy wampirami i wilkołakami, ale ona prosi się o guza, a nie o odpowiedź na zaczepki. Za kogo ona się uważa? - Powiedziała Sylvia wywracając oczami.
- Daj spokój Sylvia. Jej nie zmienisz.
- Czy tylko ja nic tu nie rozumiem? - Spytałam. - Sylvia cholera jasna co się dzieje!?
- Wszystko Ci wyjaśni. Po pierwsze nazywam się Martina i jestem przedstawicielką czarownic w Instytucie. Jeśli będziesz czegoś potrzebować to zapraszam do mnie. A teraz Sylvia naprawdę wyjaśnij jej wszystko. Za dwie godziny w bibliotece zaczynasz lekcje magii. Trzeba nadrobić te 19 lat. - Kobieta odwróciła się i odeszła.
- Smith idziesz ćwiczyć? - Podszedł do nas wysoki brunet. - O widzę, że Instytut upiększa nowa kobieta. - Chłopak wziął moją dłoń i ucałował ją. Spojrzałam na przyjaciółkę pytającym wzrokiem. - Ryan jestem.
- Ma ponad 300 lat. Wtedy kobiety całowało się w dłonie.
- Stara szkoła. - Zaśmiał się chłopak. - To jak Zayn, idziesz?
- Jasne. Zawołasz mnie jak będę potrzebny. - Zayn uśmiechnął się do Sylvii i odszedł.
- Więc? - Spytałam siadając na brzegu łóżka. - Jeśli to żart to coraz mniej mi się podoba.
- To nie żart. Od czego by tu zacząć.
- Może od tego, że jesteś wampirem. I kim są Ci wszyscy ludzie?
- Ludźmi to ja ich bym nie nazwała. Ludzie są śmiertelni. My nie. Więc... Od urodzenia jesteś czarodziejką.
- Zauważyłabym to.
- Medalion twojej matki blokował twoją moc. Dzięki niemu nie widziałaś też naszego świata.
- Na przykład?
- Wróżek latających w parkach, gnomów chowających się po krzakach, cieni nad linią drzew. Mój... Nasz świat jest większy i groźniejszy niż Ci się wydaje. Twoi rodzice nie mieli wyboru. Musieli Cię oddać. Ciemność cały czas zbiera wojowników. Co jakiś czas atakuj nas. Ostatni raz był 20 lat temu. Twoi rodzice walczyli. Twój ojciec dowodził naszymi oddziałami. W dzień ostatniej bitwy twoja matka oddała Cię do tego sierocińca pewna, że nie wróci... I nie wróciła. Tak jak twój ojciec, ale najdziwniejsze jest to, że tylko tych dwóch ciał nie znaleźliśmy. W każdym bądź razie twoja matka nie zostawiła Cię samej. Zostawiła Cię mi i Willowi. Oboje jesteśmy Strażnikami Wybranych. Strażników jest mało tak jak Wybranych.
- Wybrani?
- Co dziesiąty potomek Wielkiej Ósemki. Jednego z dwóch pierwszych magów, elfów, wilkołaków i wampirów. Cała Ósemka narodziła się w jednym wieku. Nikt z nich nie żyje, ale żyją ich potomkowie i chcesz czy nie ty jesteś jednym z nich... Jednym z dwóch znanym potomków. Drugim jest Harry, ale go poznasz później. Jest w Instytucie.
- A reszta?
- No cóż... Niektórzy mówią, że nie żyją, al to jest nie możliwe. Inni mówią, że wybrali cień, ale serca Wybranych są czyste i dobre. Przynajmniej tak się mówi, ale skąś ta piekielna wojna i cień musiał wyjść. Jeszcze inni twierdzą, że ukrywają się wśród śmiertelników.
-Czemu ich śmierć jest nie możliwa?
- Bo jest nasz 16. Szesnaście Strażników. Dwoje na jednego Wybranego. Kobieta i mężczyzna. Tak samo jak was. Cztery Wybrane i czterech Wybranych. Kobieta i mężczyzna. NIektórzy twierdzą, że to facet był ten zły. - Zaśmiała się dziewczyna. - Ale to też nie jest prawda.
- Nie? - Spytała Monica po chwili ciszy.
- Poznasz historię Wybranych i Strażników. Dowiesz sie reszty. Ale pytaj o co chcesz.
- Czemu chodzisz w słońcu?
- Spodziewałam się tego pytania. - Zaśmiała się Sylvia. - Po części to, że wampiry płoną w słocu to mit... Co nieznaczy, że na nas nie działa. Działa, ale inaczej.
- Świecicie się jak w ,,Zmierzchu"?
- Chciałabyś. Na dorosłe wampiry nie działa, ale pisklęta nie powinny wychodzić na słońce. Do 50 roku życia są podatne na jego działanie, ale już po 25 lat po przemianie nie muszą bać się, że spłoną. Płynie w nas krew trochę inna niż u innych, a tym bardziej od twojej, bo jest w niej jad. Mitem jest, ze potrzebujemy ludzkiej krwi żeby przeżyć... Trochę lepiej smakuje, ale to wszystko. Wieć nie musisz zakładać golfów i chować przede mną szyję. Żyję na zwierzęcej krwi... Tylko ci z ciemności piją ludzką krew i to raczej dla buntu niż dla energii. Jesteśmy silni i szybcy. To prawda, potrzebujemy tlen, ale w innych ilościach niż ty , bo umniemy... Hmmm... Jakby to powiedzieć... Wyłączyć się z życia... Zatrzymać bicie serca... Zatrzymać wszystkie funkcje życiowe i ,,żyć nie żyjąc''.
- Tak w ogóle to kto jest moim drugim strażnikiem?
- Will. Poznałaś go wczoraj. On wolał się trzymać na uboczu co nie znaczy, że Cię zaniedbywał. Cały czas był blisko. Ja pilnowałam Cie zebyś nie robiła głupot tak nawiasem mówiąc słabo mi to wyszło, a on pilnował zeby niktt podejżany się nie kręcił wokół Ciebie.
- Czekaj, wróć. Mieliście mnie pilnować i się mną opiekować, tak?
- No tak.
- I mieliście mnie chronić?
- Tak.
- To czemu daliscie przez piętnaście lat znęcać sie nade mną temu idiocie?!
- Mieliśmy Cię chronić przed naszym światem. - Sylvia próbowała mnie uspokoić. Nie wychodziło jej to. - Monica zrozum ich prostota, brak wiary w magie i brak wyobraźni wytwarza taki ,,odór", że zadem szanujący się nieśmiertelny niue podszedłby w ich pobliże. Nikt Cię nie wyczuwał Jest to też zasługa wisiorka. Ale nie znlaeźli Cie przez ponad osiemnaście lat. Miałąś rok kiedy Maria oddała Cię do adopcji. - Odpowiedziała na pytanie, które zaczęło rodzić się w mojej głowie. - Wierz mi cienie potraktowałyby Cię dwa razy gorzej.
- Ach.. Opowiedz mi o reszcie. - Może jej nie wybaczył;am do końca, ale rozumiem... Chyba.
- Wilołaki zmieniają się kiedy chcą. Nie, nie są naszymi wrogami. Nie wiem kto to wymyślił. Są odporne na prawie wszystkie obrażenia... Ich ciała szybko się regenerują... Są niezłymi kawalażami i czasem po prostu wybuchają. No wiesz w jednej chwili obok Ciebie stoi człowiek, a chwilę później przerośniety wilk. Dzieckiem księżyca można się urodzić lub zostać ugryzionym. Elf... Tak naprawdę mało o nich wiadomo. Napewno są skryte. W Instytucie są tylko dwie elfie. Przedstawicielki. Władają magią słapszą niż czarownicy, ale miczem nikt tak nie walczy jak oni. W walce są szybcy i skuteczni. Oczywiście tobie nie zagrażają. Czarodzieje są potężni i są nalepiej wykszałconą rasą... Nie ma co udawać, ale to dlatego, że musicie pamiętać wszystkie zaklęcia. Magiem jest się albo od urodzenia albo przez urok, ale to sie rzadko zdarza. Mało kto chce się dzielić zdolościami.
- Szlachetnie urodzeni to dzieci magów, wilkołaków, wampirów i elfów, tak?
- Tak jeśli oboje rodziców jest z jednej rasy. Jeśłi naprzyklad matka jest czarownicą, a ojciec wampirem wtedy dziecko jest mieszańcem. To też rzadko się zdarza. No i takie dzieci są śmiertelne. Osoby, które ukąszono tak jak mnie, ugryziono tak jak Max, ale jego poznasz albo rzucono na niego urok jak na... Martinę nazywa się półkrwi... W sumie nie wiem czemu, ale się tak mówi.
- Ja nie jestem śmiertelna?
- Nie. Twój rozwój cielesny zatrzytmuje się w dzień próby w 21 urodziny. Ale o tym później.
- Sylvia chodź na dół szykuje się rozróba. - Do pokoju wbiegł wysoki brunet. - Chodzi o naszą Wybraną. Tak w ogóle jestem Alex, ale my się już poznaliśmy. No chodźcie. - Popędził nas chłopak.
- Chyba zwariowałaś! - Usłyszałam schodząc po schodach na dół.
- Ja?! Zwaiowałam?! Jak śmiesz?! Chcę ją poznać. Ma prawo zdecydować. Dobrze o tym wiem, ale czy ona wie? Przyprowadź ją tu. - Wrzasnęła kobieta w czarnej długiej mrocznej sukni spływającej aż do ziemii, swoimi czarnymi oczami przenikała kobiete, która przy niej wyglądała śmiesznie bezbronie. Zauważyłam jak w moją stronę dyskretnie przemieszcza się Will. Niestety kobieta też to zauważyła. - Więc tu jest nasz problem. - Zaczęła iść... Nie ona zaczęła płynąć jakby niedotykając podłogi w moją stronę. W tej chwili pomiędzy mną, a nią pojawił się Will.
- Zbliż się tylko. Spróbuj ją tknąć. - Powiedział Przez zaciśnięte zęby, a kobieta zaśmiała się.
- Alice porozmawiajmy na osobności. Straszne tu zbiegowisko. Ona też idzie.
- W takim razie idą też jej strażnicy. - Powiedziała hardo rudowłsa.
- Dobrze. Ja też biorę troje ze sobą.
- Dwoje. Ona nie umie panować nad magią.
- To Wybrana. Obrażasz ją.
- Prawda jest tak, że nie wiek jak radzić sobie z tym co potrafi.
- Dobrze. Znaj moją dobroć. - Kobieta skinęła na dwóch mężczyzn i wszyscy udaliśmy się za Alice.
- Dobra o co wam chodzi?
- Widać, ze jsteś nowa i niewychowana.
- Ja mam swoje lata, a Ciebie traktuje jak wszystkich. Nie weim czemu my mamy traktować Ciebie jakoś wyjątkowo. Jesteś ich panią, ale my mamy Cię gdzieś. A chodzi o to, że masz wybrać czy zostajesz z nami czy idziesz z nią. - Wyjaśniła mi Sylvia. - Tak po prostu mam wybrać? - Spytałami. - Czy pomogę dobru czy złu?
- Dokładnie. - Powiedziała Alice.
- Wybieram dobro. To chyba proste.
- Nie wiesz co robisz dziecko. - Powiedziała Władczyni Cieni.
- Chyba jednak wiem zabiliście moich rodziców, a ja mam do was dołączyć? Chyba śnisz su... - Sylvia złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła do siebie.
- Nawet nie próbuj tego kończyć.
- Chcecie przelanej krwi to będziecie ją mieć. - Powiedziała Władczyni i wyszła razem z żołdkami.
- Nie przejmuj się. Zawsze tak mówi, a w ostateczności to oni ponoszą większe straty niż my.
- Daj spokój Sylvia. Jej nie zmienisz.
- Czy tylko ja nic tu nie rozumiem? - Spytałam. - Sylvia cholera jasna co się dzieje!?
- Wszystko Ci wyjaśni. Po pierwsze nazywam się Martina i jestem przedstawicielką czarownic w Instytucie. Jeśli będziesz czegoś potrzebować to zapraszam do mnie. A teraz Sylvia naprawdę wyjaśnij jej wszystko. Za dwie godziny w bibliotece zaczynasz lekcje magii. Trzeba nadrobić te 19 lat. - Kobieta odwróciła się i odeszła.
- Smith idziesz ćwiczyć? - Podszedł do nas wysoki brunet. - O widzę, że Instytut upiększa nowa kobieta. - Chłopak wziął moją dłoń i ucałował ją. Spojrzałam na przyjaciółkę pytającym wzrokiem. - Ryan jestem.
- Ma ponad 300 lat. Wtedy kobiety całowało się w dłonie.
- Stara szkoła. - Zaśmiał się chłopak. - To jak Zayn, idziesz?
- Jasne. Zawołasz mnie jak będę potrzebny. - Zayn uśmiechnął się do Sylvii i odszedł.
- Więc? - Spytałam siadając na brzegu łóżka. - Jeśli to żart to coraz mniej mi się podoba.
- To nie żart. Od czego by tu zacząć.
- Może od tego, że jesteś wampirem. I kim są Ci wszyscy ludzie?
- Ludźmi to ja ich bym nie nazwała. Ludzie są śmiertelni. My nie. Więc... Od urodzenia jesteś czarodziejką.
- Zauważyłabym to.
- Medalion twojej matki blokował twoją moc. Dzięki niemu nie widziałaś też naszego świata.
- Na przykład?
- Wróżek latających w parkach, gnomów chowających się po krzakach, cieni nad linią drzew. Mój... Nasz świat jest większy i groźniejszy niż Ci się wydaje. Twoi rodzice nie mieli wyboru. Musieli Cię oddać. Ciemność cały czas zbiera wojowników. Co jakiś czas atakuj nas. Ostatni raz był 20 lat temu. Twoi rodzice walczyli. Twój ojciec dowodził naszymi oddziałami. W dzień ostatniej bitwy twoja matka oddała Cię do tego sierocińca pewna, że nie wróci... I nie wróciła. Tak jak twój ojciec, ale najdziwniejsze jest to, że tylko tych dwóch ciał nie znaleźliśmy. W każdym bądź razie twoja matka nie zostawiła Cię samej. Zostawiła Cię mi i Willowi. Oboje jesteśmy Strażnikami Wybranych. Strażników jest mało tak jak Wybranych.
- Wybrani?
- Co dziesiąty potomek Wielkiej Ósemki. Jednego z dwóch pierwszych magów, elfów, wilkołaków i wampirów. Cała Ósemka narodziła się w jednym wieku. Nikt z nich nie żyje, ale żyją ich potomkowie i chcesz czy nie ty jesteś jednym z nich... Jednym z dwóch znanym potomków. Drugim jest Harry, ale go poznasz później. Jest w Instytucie.
- A reszta?
- No cóż... Niektórzy mówią, że nie żyją, al to jest nie możliwe. Inni mówią, że wybrali cień, ale serca Wybranych są czyste i dobre. Przynajmniej tak się mówi, ale skąś ta piekielna wojna i cień musiał wyjść. Jeszcze inni twierdzą, że ukrywają się wśród śmiertelników.
-Czemu ich śmierć jest nie możliwa?
- Bo jest nasz 16. Szesnaście Strażników. Dwoje na jednego Wybranego. Kobieta i mężczyzna. Tak samo jak was. Cztery Wybrane i czterech Wybranych. Kobieta i mężczyzna. NIektórzy twierdzą, że to facet był ten zły. - Zaśmiała się dziewczyna. - Ale to też nie jest prawda.
- Nie? - Spytała Monica po chwili ciszy.
- Poznasz historię Wybranych i Strażników. Dowiesz sie reszty. Ale pytaj o co chcesz.
- Czemu chodzisz w słońcu?
- Spodziewałam się tego pytania. - Zaśmiała się Sylvia. - Po części to, że wampiry płoną w słocu to mit... Co nieznaczy, że na nas nie działa. Działa, ale inaczej.
- Świecicie się jak w ,,Zmierzchu"?
- Chciałabyś. Na dorosłe wampiry nie działa, ale pisklęta nie powinny wychodzić na słońce. Do 50 roku życia są podatne na jego działanie, ale już po 25 lat po przemianie nie muszą bać się, że spłoną. Płynie w nas krew trochę inna niż u innych, a tym bardziej od twojej, bo jest w niej jad. Mitem jest, ze potrzebujemy ludzkiej krwi żeby przeżyć... Trochę lepiej smakuje, ale to wszystko. Wieć nie musisz zakładać golfów i chować przede mną szyję. Żyję na zwierzęcej krwi... Tylko ci z ciemności piją ludzką krew i to raczej dla buntu niż dla energii. Jesteśmy silni i szybcy. To prawda, potrzebujemy tlen, ale w innych ilościach niż ty , bo umniemy... Hmmm... Jakby to powiedzieć... Wyłączyć się z życia... Zatrzymać bicie serca... Zatrzymać wszystkie funkcje życiowe i ,,żyć nie żyjąc''.
- Tak w ogóle to kto jest moim drugim strażnikiem?
- Will. Poznałaś go wczoraj. On wolał się trzymać na uboczu co nie znaczy, że Cię zaniedbywał. Cały czas był blisko. Ja pilnowałam Cie zebyś nie robiła głupot tak nawiasem mówiąc słabo mi to wyszło, a on pilnował zeby niktt podejżany się nie kręcił wokół Ciebie.
- Czekaj, wróć. Mieliście mnie pilnować i się mną opiekować, tak?
- No tak.
- I mieliście mnie chronić?
- Tak.
- To czemu daliscie przez piętnaście lat znęcać sie nade mną temu idiocie?!
- Mieliśmy Cię chronić przed naszym światem. - Sylvia próbowała mnie uspokoić. Nie wychodziło jej to. - Monica zrozum ich prostota, brak wiary w magie i brak wyobraźni wytwarza taki ,,odór", że zadem szanujący się nieśmiertelny niue podszedłby w ich pobliże. Nikt Cię nie wyczuwał Jest to też zasługa wisiorka. Ale nie znlaeźli Cie przez ponad osiemnaście lat. Miałąś rok kiedy Maria oddała Cię do adopcji. - Odpowiedziała na pytanie, które zaczęło rodzić się w mojej głowie. - Wierz mi cienie potraktowałyby Cię dwa razy gorzej.
- Ach.. Opowiedz mi o reszcie. - Może jej nie wybaczył;am do końca, ale rozumiem... Chyba.
- Wilołaki zmieniają się kiedy chcą. Nie, nie są naszymi wrogami. Nie wiem kto to wymyślił. Są odporne na prawie wszystkie obrażenia... Ich ciała szybko się regenerują... Są niezłymi kawalażami i czasem po prostu wybuchają. No wiesz w jednej chwili obok Ciebie stoi człowiek, a chwilę później przerośniety wilk. Dzieckiem księżyca można się urodzić lub zostać ugryzionym. Elf... Tak naprawdę mało o nich wiadomo. Napewno są skryte. W Instytucie są tylko dwie elfie. Przedstawicielki. Władają magią słapszą niż czarownicy, ale miczem nikt tak nie walczy jak oni. W walce są szybcy i skuteczni. Oczywiście tobie nie zagrażają. Czarodzieje są potężni i są nalepiej wykszałconą rasą... Nie ma co udawać, ale to dlatego, że musicie pamiętać wszystkie zaklęcia. Magiem jest się albo od urodzenia albo przez urok, ale to sie rzadko zdarza. Mało kto chce się dzielić zdolościami.
- Szlachetnie urodzeni to dzieci magów, wilkołaków, wampirów i elfów, tak?
- Tak jeśli oboje rodziców jest z jednej rasy. Jeśłi naprzyklad matka jest czarownicą, a ojciec wampirem wtedy dziecko jest mieszańcem. To też rzadko się zdarza. No i takie dzieci są śmiertelne. Osoby, które ukąszono tak jak mnie, ugryziono tak jak Max, ale jego poznasz albo rzucono na niego urok jak na... Martinę nazywa się półkrwi... W sumie nie wiem czemu, ale się tak mówi.
- Ja nie jestem śmiertelna?
- Nie. Twój rozwój cielesny zatrzytmuje się w dzień próby w 21 urodziny. Ale o tym później.
- Sylvia chodź na dół szykuje się rozróba. - Do pokoju wbiegł wysoki brunet. - Chodzi o naszą Wybraną. Tak w ogóle jestem Alex, ale my się już poznaliśmy. No chodźcie. - Popędził nas chłopak.
- Chyba zwariowałaś! - Usłyszałam schodząc po schodach na dół.
- Ja?! Zwaiowałam?! Jak śmiesz?! Chcę ją poznać. Ma prawo zdecydować. Dobrze o tym wiem, ale czy ona wie? Przyprowadź ją tu. - Wrzasnęła kobieta w czarnej długiej mrocznej sukni spływającej aż do ziemii, swoimi czarnymi oczami przenikała kobiete, która przy niej wyglądała śmiesznie bezbronie. Zauważyłam jak w moją stronę dyskretnie przemieszcza się Will. Niestety kobieta też to zauważyła. - Więc tu jest nasz problem. - Zaczęła iść... Nie ona zaczęła płynąć jakby niedotykając podłogi w moją stronę. W tej chwili pomiędzy mną, a nią pojawił się Will.
- Zbliż się tylko. Spróbuj ją tknąć. - Powiedział Przez zaciśnięte zęby, a kobieta zaśmiała się.
- Alice porozmawiajmy na osobności. Straszne tu zbiegowisko. Ona też idzie.
- W takim razie idą też jej strażnicy. - Powiedziała hardo rudowłsa.
- Dobrze. Ja też biorę troje ze sobą.
- Dwoje. Ona nie umie panować nad magią.
- To Wybrana. Obrażasz ją.
- Prawda jest tak, że nie wiek jak radzić sobie z tym co potrafi.
- Dobrze. Znaj moją dobroć. - Kobieta skinęła na dwóch mężczyzn i wszyscy udaliśmy się za Alice.
- Dobra o co wam chodzi?
- Widać, ze jsteś nowa i niewychowana.
- Ja mam swoje lata, a Ciebie traktuje jak wszystkich. Nie weim czemu my mamy traktować Ciebie jakoś wyjątkowo. Jesteś ich panią, ale my mamy Cię gdzieś. A chodzi o to, że masz wybrać czy zostajesz z nami czy idziesz z nią. - Wyjaśniła mi Sylvia. - Tak po prostu mam wybrać? - Spytałami. - Czy pomogę dobru czy złu?
- Dokładnie. - Powiedziała Alice.
- Wybieram dobro. To chyba proste.
- Nie wiesz co robisz dziecko. - Powiedziała Władczyni Cieni.
- Chyba jednak wiem zabiliście moich rodziców, a ja mam do was dołączyć? Chyba śnisz su... - Sylvia złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła do siebie.
- Nawet nie próbuj tego kończyć.
- Chcecie przelanej krwi to będziecie ją mieć. - Powiedziała Władczyni i wyszła razem z żołdkami.
- Nie przejmuj się. Zawsze tak mówi, a w ostateczności to oni ponoszą większe straty niż my.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz