niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 2

    To mi się śniło. To na pewno mi się śniło. Przecież Sylvia nie jest wampirem. Po pierwsze wampyła żeby słońce jakoś przeszkadzało przyjaciółce. Mało tego dziewczyna najzwyczajniej w świecie się opalała. Nie to nie możliwe. Teraz otworzy oczy i normalnie obudzi się w swoim znienawidzonym pokoju i znów będzie żyła szarym życiem sieroty. Za dużo książek. Zbyt wybujała wyobraźnia. 
       Otworzyłam oczy i ze zdziwieniem uświadomiłam sobie, że nie jestem w swoim pokoju. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Leżałam na łóżku z baldachimem. Pokój wygąldem przypominał te ze średniowiecza... A przynajmniej tak się mi zdawało. Za drzwiami było słychać dwa głosy. Jeden był na pewno Sylvii. Drugiego - męskiego - nie znałam. Drzwi otworzyły się, a do pokoju weszła Sylvia, a za nią chłopak, który musiał rozmawiac ,a raczej kłócić się przed chwilą z Sylvią. Wyglądał na max 19 lat i był przystojn. 
- Wstała. - Powiedział chłopak jak dla mnie trochę oschle.
- Zayn daj spokój. Dziewczyna sporo przeszła. - Sylvia spojrzała na mnie.. - Zayn oprowadzi Cie po Instytucie. Ja pójdę do Martiny. Chciała mnie widzieć. Zachowuj się jakoś. Masz być dla niej miły. - Powiedziała tylko do chłopaka przechodząc obok niego.
- No to chodź. - Powiedział odwracając się i wychodząc nie czekając na mnie. Poszła za nim. - Wiec tu są sypialnie dla czarodziejów, na lewo dla wampirów i na prawo dla wilkołaków. Na końcu korytarza jest biblioteka tam będziesz pobierać lekcje.
- Lekcje? Jakie lekcje?
- Musisz umieć okiełznać swoja moc. Ale to wyjaśni Ci Sylvia. Tutaj są gabinety reprezentantów ras. Na dole są sale treningowe. 
- Smith uśmiechnął byś. Pierwsza szlachetnie urodzona z tobą gada. Twoi znajomi to sami ukąszeni i ugryzieni. Dziewczyno otwórz lepiej oczy. Tacy jak on powinni zostać wygnani. Tylko zdanie o nas psują. Śmiertelnicy myślą o nas nie wiadomo co. Powinnaś wiedzieć kto jest lepszy. - Dziewczyna w kolorowych włosach wyciągnęła w jej stronę rękę.
- A kto jest lepszy?
- Urodzeni. On jest półkrwi. Zwykłe skazy na stronach naszej historii.
- Pozwól jej samej osądzić kto jest lepszy Victorio. - Usłyszałam delikatny głos i wszystkie twarze zwróciły się w stronę jego posiadaczki. Kobieta w białej zwiewnej sukni do ziemi uśmiechnęła się. - A teraz proszę zostaw nas samych. Musimy uzgodnić to i owo.
- Ale...
- Wolisz żeby mówić Ci won? Mogę to załatwić piesku. - Powiedziała Sylvia stojąca obok przybyłej. 
- Pijawka. - Powiedziała Victoria odchodząc. 
- Tak wiem pokój miedzy wampirami i wilkołakami, ale ona prosi się o guza, a nie o odpowiedź na zaczepki. Za kogo ona się uważa? - Powiedziała Sylvia wywracając oczami.
- Daj spokój Sylvia. Jej nie zmienisz.
- Czy tylko ja nic tu nie rozumiem? - Spytałam. - Sylvia cholera jasna co się dzieje!?
- Wszystko Ci wyjaśni. Po pierwsze nazywam się Martina i jestem przedstawicielką czarownic w Instytucie. Jeśli będziesz czegoś potrzebować to zapraszam do mnie. A teraz Sylvia naprawdę wyjaśnij jej wszystko. Za dwie godziny w bibliotece zaczynasz lekcje magii. Trzeba nadrobić te 19 lat. - Kobieta odwróciła się i odeszła. 
- Smith idziesz ćwiczyć? - Podszedł do nas wysoki brunet. - O widzę, że Instytut upiększa nowa kobieta. - Chłopak wziął moją dłoń i ucałował ją. Spojrzałam na przyjaciółkę pytającym wzrokiem. - Ryan jestem.
- Ma ponad 300 lat. Wtedy kobiety całowało się w dłonie. 
- Stara szkoła. - Zaśmiał się chłopak. - To jak Zayn, idziesz?
- Jasne. Zawołasz mnie jak będę potrzebny. - Zayn uśmiechnął się do Sylvii i odszedł.

- Więc?  - Spytałam siadając na brzegu łóżka. - Jeśli to żart to coraz mniej mi się podoba.
- To nie żart. Od czego by tu zacząć.
- Może od tego, że jesteś wampirem. I kim są Ci wszyscy ludzie?
- Ludźmi to ja ich bym nie nazwała. Ludzie są śmiertelni. My nie. Więc... Od urodzenia jesteś czarodziejką.
- Zauważyłabym to.
- Medalion twojej matki blokował twoją moc. Dzięki niemu nie widziałaś też naszego świata. 
- Na przykład?
-  Wróżek latających w parkach, gnomów chowających się po krzakach, cieni nad linią drzew. Mój... Nasz świat jest większy i groźniejszy niż Ci się wydaje. Twoi rodzice nie mieli wyboru. Musieli Cię oddać. Ciemność cały czas zbiera wojowników. Co jakiś czas atakuj nas. Ostatni raz był 20 lat temu. Twoi rodzice walczyli. Twój ojciec dowodził naszymi oddziałami. W dzień ostatniej bitwy twoja matka oddała Cię do tego sierocińca pewna, że nie wróci... I nie wróciła. Tak jak twój ojciec, ale najdziwniejsze jest to, że tylko tych dwóch ciał nie znaleźliśmy. W każdym bądź razie twoja matka nie zostawiła Cię samej. Zostawiła Cię mi i Willowi. Oboje jesteśmy Strażnikami Wybranych. Strażników jest mało tak jak Wybranych. 
- Wybrani?
- Co dziesiąty potomek Wielkiej Ósemki. Jednego z dwóch pierwszych magów, elfów, wilkołaków i wampirów. Cała Ósemka narodziła się w jednym wieku. Nikt z nich nie żyje, ale żyją ich potomkowie i chcesz czy nie ty jesteś jednym z nich... Jednym z dwóch znanym potomków. Drugim jest Harry, ale go poznasz później. Jest w Instytucie.
- A reszta?
- No cóż... Niektórzy mówią, że nie żyją, al to jest nie możliwe. Inni mówią, że wybrali cień, ale serca Wybranych są czyste i dobre. Przynajmniej tak się mówi, ale skąś ta piekielna wojna i cień musiał wyjść. Jeszcze inni twierdzą, że ukrywają się wśród śmiertelników. 
-Czemu ich śmierć jest nie możliwa?
- Bo jest nasz 16. Szesnaście Strażników. Dwoje na jednego Wybranego. Kobieta i mężczyzna. Tak samo jak was. Cztery Wybrane i czterech Wybranych. Kobieta i mężczyzna. NIektórzy twierdzą, że to facet był ten zły. - Zaśmiała się dziewczyna. - Ale to też nie jest prawda. 
- Nie? - Spytała Monica po chwili ciszy.
- Poznasz historię Wybranych i Strażników. Dowiesz sie reszty. Ale pytaj o co chcesz.
- Czemu chodzisz w słońcu?
- Spodziewałam się tego pytania. - Zaśmiała się Sylvia. - Po części to, że wampiry płoną w słocu to mit... Co nieznaczy, że na nas nie działa. Działa, ale inaczej.
- Świecicie się jak w ,,Zmierzchu"?
- Chciałabyś. Na dorosłe wampiry nie działa, ale pisklęta nie powinny wychodzić na słońce. Do 50 roku życia są podatne na jego działanie, ale już po 25 lat po przemianie nie muszą bać się, że spłoną. Płynie w nas krew trochę inna niż u innych, a tym bardziej od twojej, bo jest w niej jad. Mitem jest, ze potrzebujemy ludzkiej krwi żeby przeżyć... Trochę lepiej smakuje, ale to wszystko. Wieć nie musisz zakładać golfów i chować przede mną szyję. Żyję na zwierzęcej krwi... Tylko ci z ciemności piją ludzką krew i to raczej dla buntu niż dla energii. Jesteśmy silni i szybcy. To prawda, potrzebujemy tlen, ale w innych ilościach niż ty , bo umniemy... Hmmm... Jakby to powiedzieć... Wyłączyć się z życia... Zatrzymać bicie serca... Zatrzymać wszystkie funkcje życiowe i ,,żyć nie żyjąc''.
- Tak w ogóle to kto jest moim drugim strażnikiem? 
- Will. Poznałaś go wczoraj. On wolał się trzymać na uboczu co nie znaczy, że Cię zaniedbywał. Cały czas był blisko. Ja pilnowałam Cie zebyś nie robiła głupot tak nawiasem mówiąc słabo mi to wyszło, a on pilnował zeby niktt podejżany się nie kręcił wokół Ciebie.
- Czekaj, wróć. Mieliście mnie pilnować i się mną opiekować, tak?
- No tak.
- I mieliście mnie chronić?
- Tak.
- To czemu daliscie przez piętnaście lat znęcać sie nade mną temu idiocie?! 
- Mieliśmy Cię chronić przed naszym światem. - Sylvia próbowała mnie uspokoić. Nie wychodziło jej to. - Monica zrozum ich prostota, brak wiary w magie i brak wyobraźni wytwarza taki ,,odór", że zadem szanujący się nieśmiertelny niue podszedłby w ich pobliże. Nikt Cię nie wyczuwał Jest to też zasługa wisiorka. Ale nie znlaeźli Cie przez ponad osiemnaście lat. Miałąś rok kiedy Maria oddała Cię do adopcji. - Odpowiedziała na pytanie, które zaczęło rodzić się w mojej głowie. - Wierz mi cienie potraktowałyby Cię dwa razy gorzej.
- Ach.. Opowiedz mi o reszcie. - Może jej nie wybaczył;am do końca, ale rozumiem... Chyba.
- Wilołaki zmieniają się kiedy chcą. Nie, nie są naszymi wrogami. Nie wiem kto to wymyślił. Są odporne na prawie wszystkie obrażenia... Ich ciała szybko się regenerują... Są niezłymi kawalażami  i czasem po prostu wybuchają. No wiesz w jednej chwili obok Ciebie stoi człowiek, a chwilę później przerośniety wilk. Dzieckiem księżyca można się urodzić lub zostać ugryzionym. Elf... Tak naprawdę mało o nich wiadomo. Napewno są skryte. W Instytucie są tylko dwie elfie. Przedstawicielki. Władają magią słapszą niż czarownicy, ale miczem nikt tak nie walczy jak oni. W walce są szybcy i skuteczni. Oczywiście tobie nie zagrażają. Czarodzieje są potężni i są nalepiej wykszałconą rasą... Nie ma co udawać, ale to dlatego, że musicie pamiętać wszystkie zaklęcia. Magiem jest się albo od urodzenia albo przez urok, ale to sie rzadko zdarza. Mało kto chce się dzielić zdolościami.
- Szlachetnie urodzeni to dzieci magów, wilkołaków, wampirów i elfów, tak?
- Tak jeśli oboje rodziców jest z jednej rasy. Jeśłi naprzyklad matka jest czarownicą, a ojciec wampirem wtedy dziecko jest mieszańcem. To też rzadko się zdarza. No i takie dzieci są śmiertelne. Osoby, które ukąszono tak jak mnie, ugryziono tak jak Max, ale jego poznasz albo rzucono na niego urok jak na... Martinę nazywa się półkrwi... W sumie nie wiem czemu, ale się tak mówi.
- Ja nie jestem śmiertelna?
- Nie. Twój rozwój cielesny zatrzytmuje się w dzień próby w 21 urodziny. Ale o tym później.
- Sylvia chodź na dół szykuje się rozróba. - Do pokoju wbiegł wysoki brunet. - Chodzi o naszą Wybraną. Tak w ogóle jestem Alex, ale my się już poznaliśmy. No chodźcie. - Popędził nas chłopak.

- Chyba zwariowałaś! - Usłyszałam schodząc po schodach na dół.
- Ja?! Zwaiowałam?! Jak śmiesz?! Chcę ją poznać. Ma prawo zdecydować. Dobrze o tym wiem, ale czy ona wie? Przyprowadź ją tu. - Wrzasnęła kobieta w czarnej długiej mrocznej sukni spływającej aż do ziemii, swoimi czarnymi oczami przenikała kobiete, która przy niej wyglądała śmiesznie bezbronie. Zauważyłam jak w moją stronę dyskretnie przemieszcza się Will. Niestety kobieta też to zauważyła. - Więc tu jest nasz problem. - Zaczęła iść... Nie ona zaczęła płynąć jakby niedotykając podłogi w moją stronę. W tej chwili pomiędzy mną, a nią pojawił się Will.
- Zbliż się tylko. Spróbuj ją tknąć. - Powiedział Przez zaciśnięte zęby, a kobieta zaśmiała się.
- Alice porozmawiajmy na osobności. Straszne tu zbiegowisko. Ona też idzie.
- W takim razie idą też jej strażnicy. - Powiedziała hardo rudowłsa.
- Dobrze. Ja też biorę troje ze sobą.
- Dwoje. Ona nie umie panować nad magią.
- To Wybrana. Obrażasz ją.
- Prawda jest tak, że nie wiek jak radzić sobie z tym co potrafi.
- Dobrze. Znaj moją dobroć. - Kobieta skinęła na dwóch mężczyzn i wszyscy udaliśmy się za Alice.

- Dobra o co wam chodzi?
- Widać, ze jsteś nowa i niewychowana. 
- Ja mam swoje lata, a Ciebie traktuje jak wszystkich. Nie weim czemu my mamy traktować Ciebie jakoś wyjątkowo. Jesteś ich panią, ale my mamy Cię gdzieś. A chodzi o to, że masz wybrać czy zostajesz z nami czy idziesz z nią. - Wyjaśniła mi Sylvia. - Tak po prostu mam wybrać? - Spytałami. - Czy pomogę dobru czy złu?
- Dokładnie. - Powiedziała Alice.
- Wybieram dobro. To chyba proste.
- Nie wiesz co robisz dziecko. - Powiedziała Władczyni Cieni. 
- Chyba jednak wiem zabiliście moich rodziców, a ja mam do was dołączyć? Chyba śnisz su... - Sylvia złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła do siebie.
- Nawet nie próbuj tego kończyć. 
- Chcecie przelanej krwi to będziecie ją mieć. - Powiedziała Władczyni i wyszła razem z żołdkami.
- Nie przejmuj się. Zawsze tak mówi, a w ostateczności to oni ponoszą większe straty niż my.

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 1

    Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Dziś siniak wyglądał... Lepiej? Nie było go już tak widać jak wczoraj, ale jednak było widać. Jeszcze kiedyś Ci tak oddam, ze się nie obudzisz. Pomyślałam mając przed oczami wczorajszy wieczór i wściekłą twarz Collina. Wróciłam tylko 10 minut za późno i oczywiście musiałam zostać ukarana. Mężczyzna bił mnie od kiedy pamięta, ale tylko, gdy się go nie słuchałam. A Carolin tak po prostu na to patrzyła. Kobieta bała się męża, ale nie ja. W każdym razie to było lepsze niż bidul. Zrobiłma mocny makijaż by ukryć już fioletową ,,ozdobą'' na twrzy. Włosy uczesałam w wysoki kucyk. Założyłam czarne rurki, białą koszulke z napisem ,, Cool kids don't die" i czarną skórzaną kurtkę z ćwiekami. Do tego czerwone trampki i byłam gotowa do szkoły. Wychodząc chwyciłam plecak i zbiegłam po schodach na dół.
- Monica. - Już miałam wyjść z domu, gdy usłyszałam za sobą cichy głos. 
- Śpieszę się do szkoły. Jeśli coś chcesz to szybko Carolin. - Powiedziałam oschle w stronę kobiety.
- Chciałam tylko prosić żebyś go nie prowokowała. Wiesz, że jest porywczy, a ja...
- Co? Znudziło Ci się patrzenie jak mnie leje?
- Ja nie potrafię Cię obronić. - Powiedziała kobieta ignorując to,  jej przerwano.
- Nie próbujesz mnie bronić. Nic Cię nie obchodzi czy dostanę czy nie. Nie udawaj. - Wrzasnęłam i usłyszałam, że ktoś idzie w ich stronę. - Jak wróce mi przywalisz. Nie bój się zdążysz. - Krzyknęłam wychodząc. 
     Od razu zalało mnie światło dzienne. Uwielbiam zapach powietrza wiosną. Założyłam słuchawki i puściłam swoją ulubioną piosenkę.


   It ain't easy growin up in World War III 

Never knowing what love could be, you'll see 
I don't want love to destroy me like it has done 
my family 

   Tak ja wiem jak to dorastać w trzeciej wojnie światowej to nie jest łatwe. Miłości też nie znam, bo kiedy miałam poznać. Szłam dobrze znaną drogą, do dobrze znanej szkoły i z tego powodu też nie byłam zadowolona. Dotknęłam wiszącego na szyi medalion. Jedyna pamiątka po matce, która oddała mnie do sierocińca. Nie znam jej, ale czuję jakby była przy mnie. Kiedy mam problem zdaje mi się słyszeć jej głos dający mi rad. Czasem słyszę, że ma iśc jak najszybciej z miejsca, gdzie jestem, ale może po prostu się mi zdaje. Gdy byłam młodsza i leżałam skulona na łóżku słysząc kłótnie na dole zdawało mi się, że słyszę bicie jej serca. Tylko dlatego sie nie poddałam. Dzięki omamom. Ludzie mają rację. Jestem dziwakiem.     Weszłam do budynku szkoły równo z dzwonkiem na lekcje. Nie śpieszyło mi się. Poszłam do swojej szafki. Wrzuciłam do niej niepotrzebne książki i poszłam na lekcje.
- No słucham czemu tym razem jesteś spóźniona Riddle. - Nauczycielka spojrzała na mnie takim wzrokiem, że byłam pewna, że gdyby wzrok mógłby zabić to ja już by nie żyła.
- Pewnie musiała pozbierać szczury na jakiś wywar. - Zaśmiał się chłopak siedzący w pierwszej ławce. - Albo rzucić na kogoś urok. Kto dziś będzie chodził jako żaba, wiedźmo?
- Ty, ale Ci to rzaczej pomoże nie zaszkodzi. Brzydszego już Cię nie da sie zrobić. Mądrzejszego tym bardzej. - Powiedziałam, a uśmiech wyparował z twarzy kapitana szkolnej drużyny. - Zaspałam, przepraszam. - Powiedziałam do nauczycielki i usiadłam w swojej ławce.
- No dobrze. Następym razem idziesz do dyrektora.
- Ja się tylko spóźniłam. Nie wysadzilam w powietrze budynku.
- Proszę pani ona nam grozi. To czuć w głosie. Zresztą po dziecku z sierocińca można się tego spodziewać. Przybłęda. - Powiedziała ,,najładniejsza'' dziewczyna w szkole.
- Zamknij tą swoją wytapetowaną mordę.
- I kto to mówi. Mam na sobie dwa razy mniej niż ty. Co pod tym chowasz? Bo jeśli brzydotę to nie pomaga. - Zaczęło sie we mnie gotować. Opanuj się! Nie słuchaj jej! Usłyszałam w głowie rozkaz. Wzięłam głeboki wdech. - Jeśli chcesz jakoś wyglądać to radzę operację plastyczną. Chociaż nie. Nic nie pomoże. No i adoptowanej nie stać na to, co? - Zacisnęła zęba aż chrupnęło. Panuj nad sobą! Nie, ja już nie ma siły. Oczy przysłoniła mi czerwień, a chwilę później na wszystkich siedących przy oknach posypały się odłamki szyb. Wszyscy uczniowie rzucili sie do drzwi, ale te nie chciały się otworzyć. Mimo, ze nie było szyb w pomieszczeniu zrobiło się gorąco. Do sali wleciał kruk zrobił kółko nad przerażonymi uczniami i wyleciał. Ja cały czas siedziałam w ławce i jakby nie widziałam co się dzieje. Dopiero, gdy na mojej kurtce zacinsnęły się pięści i pociągnęły mnie w górę obudziłam się. Temperatura wróciła do normy, drzwi otworzyły się, a czerwona poświta zniknęła. 
- Puszczaj mnie. - Syknęłam do chłopaka, który mnie trzmał.
- Ty naprawdę jesteś wiedźmą! - Chłopak odsunął się ode mnie, a ja się zaśmiałam. 
- Tak, a moi rodzice to elfowie. Naprawdę  w to wierzysz? Myślałam, że chociaż ty jesteś inny. - Spojrzałam na Paula wzrokiem bazyliszka, minęłam go i wyszłam z sali tak jak reszta klasy. 
- Riddle chciała nas pozabijać. Ona musi iść do dyrektora...
- Lepiej do psychiatryka... - Słyszałam jak uczniowie kłócili się z nauczycielką, ale mało mnie to obchodziło. 
    Krzyk i odgłos tłuszących się szyb sprawiły, że każda klasa była na korytarzu. Ktoś pobiegł po pielęgniarkę. Nauczyciele pomagali uczniom, którzy ucierpieli w zdarzeniu. Szłam przez tłum nie zwracając uwagę na nic. Poczułam rękę na ramieniu. 
- Co tam się stało?! - Przyjaciółka krzyknęła na mnie jakby to była moja wina.
- Sama nie wiem. Sylvia to nie moja wina więc tak na mnie nie wrzeszcz, ok?
- Spoko. Sorki. 

                                                        ***
                    
     Po lekcjach - które poza klasą, w której nie ma szyb odbyły się normalnie - poszłam do lasu za miastem. Kilka minut później siedziałam na polanie z książką w ręce i próbowałam zapomnieć o całym świecie. Jestem tu tylko ja i idealny świat z książki. Tylko to. Tak jak zawsze czytając straciłam poczucie czasu. ,,Obudziło'' mnie dopiero szeleszczenie liści i dźęk łamanych gałęzi. Po chwili dało się szłyszeć męskie głosy. Poderwałam sie na równe nogi. Miasteczko zazwyczaj było spokojne. Zero zabójstw, zero niewyjaśnionych zniknięć, ale gwałty to co innego. Gwałtów było dużo jak na tak niewielkie miasto. Na polanę wyszedł najpierw mężczyzna czały w czerni, a obok niego... Wilk... Tylko jakiś taki za duży na wilka... Za nimi szedł - i tu dziewczynę zamurowało - elf. Była pewna, że to elf.
- Co się stało, dziewczynko? Zabłądziłaś? - Zaśmiał się mężczyzna w czerni podchodząc do mnie. Instynktownie zaczęłam iść tyłem aż trafiłam na pień drzewa. - Taka ładna. Taka niewinna. - Pogładził mnie po policzku.
- Wiesz, że jak zgwałcisz Wybraną to zabije Cię albo ona albo Władczyni Cieni, prawda? - Powiedział Elf i w tej chwili stało się coś dziwnego. Z drzewa, o które byłam oparta zeskoczyły dwie postacie. Jedna stanęła tyłem do mnie i podniosła ręcę, w których zaczęły ,,tańczyć'' czerwone i czarne błyskawice. Druga - dziwnie znajoma - zwróciała się twarzą do mnie i mężczyzny stojącego obok. 
- Tknij ją jeszcze raz a obiecuje, ęe odgryzę Ci te parszywe łapska. - W czerwonych oczach, aż płonęła rządza mordu. Mówiąc kobieta odsłaniała śnieżnobiałe żeby z dwiema parami kłów. Wampir... Pomyślała dziewczyna. - Dawno nie jadłam, a krew czarowników podobno jest smaczna. Zawsze chciałam spróbować. - Syknęła, a mężczyzna odsunął się ode mnie i wrócił do kompanów. 
- Tym razem wygraliście, ale my jej tak łatwo nie odpuścimy. To Ci objecuję. 
     Trójka przybyszów zniknęła wśród drzew i dopiero wtedy chłopak odwrócił się do mnie. Jest przystojny. Wampirzyca odwróciła się i skierowała w stronę drzew.
- Chyba jej tak nie zostawisz. I tak by się dowiedziała. - Powiedział chłopak patrząc na blondynkę. Ta westchnęła i odwróciła się.
- Sylvia?! To jakiś żart?! - Wrzasnęłam, gdy zobaczyłam twarz przyjaciółki. Terazbyłam prwie pewne, że gdyby nie to, że opieram sie plecami o drzewo trzeba byłoby mnie łapać.. - Ty... Ty nie jesteś wampirem... A on? Kim on jest?
- No tak, gdzie moje maniery? Will Levine. - Chłopak wyciągnął w moją stronę ręke. Ja tylko na niego spojrzała i znów przenisłam wzrok na przyjaciółkę.
- To naprawdę długa i dziwna historia. Nie Ma teraz czasu na opowiadanie jej.
- A kiedy będzie?
- Później. Obiecuję. Teraz musimy Cię jak najszybciej stąd zabrać.
- Stąd czyli...
- Z miasta. Chodź. - Dziewczyna złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. - WIll pilnuj, żeby nikt za nami nie szedł.
  
                                                           ***

- Oni nie dzadzą mi sie wyprowadzić. - Powiedziałam wchodząc po schodach do domu.
- Nareszcie panienka raczyla przyjść? - Usłyszałam, gdy tylko przekroczyłam próg. Mężczyzna powiódł wzrokiem po towarzyszącym mi osobom. - Myślisz, ze jak przyprowadziłaś przyjaciółkę i jakiegoś fagasa to Ci zostanie darowane? - Spytał ironicznie i zamachnął się. Jego rękę powstrzymała dłoń Will'a.
- Nie radzę. - Powiedział oschle. - Gdzie jest twój pokój? - Spojrzał na mnie.
- Na górze. Drugi drzwi na lewo. - Odpowiedziałam niepewnie.
- No to chodź. - Zaczął wchodzić na górę nie czekając na nas. Gdy weszliśmy do pokoju wyciągnęłam spod łóżka dwie waliżki i zaczęłam pakować ciuchy.
- Zrobie to szybciej. Ty idź zabrać swoje rzeczy z łazienki. - Udałam się do łazienki i włożyłam wszystko do kosmetyczki. Nie rozumiem tego pośpiecu, ale ufam przyjaciółce. Wróciłam do pokoju, gdzie wszystko było już spakowane.
- Ruszaj się. Jak nas tu złapią to we dwoje nie damy rady Cię obronić. Will weź jej walizki. - Dziewczyna chciała wyjść, ale w drzwiach ustał wściekły Collin.
- Jeśli myślisz, że dam jej tak po....
- Oj, zamknij się i mnie wypuść.
- A jak nie to co?
- Nie będę się z tobą bawić. - Powiedziała i kopnęła go tak, że osunął się po ścianie na przeciwko. - Chodźcie.
- On żyje? - Spytała Carolin
- A zależy Ci na tym? Nie kopie żeby zabić, ale jego mogłam trochę za mocno.
     Wyszliśmy z budynku, pod którym już stało czarne, drogie auto. 
- Wsiadaj. - Powiedziała Sylvia otwierając przede mną drzwi. Po chwili cała nasz trójka siedziała w jadącym aucie.
- Dlaczego jedziecie tak szybko?
- A co? Boisz się? - Usłyszałam śmiech chłopaka, który siedział za kierownicą.
- Alex daj jej spokój. I tak się wszystko szybko dzieje. Możesz trochę zwolnić. 
- Nie musi. Ja po prostu chcę wiedzieć po cholerę ten cały pośpiech. 
- Powiem Ci wszystko jak dojedziemy na miejsce. Powinnaś się zdrzemnąć.
- Nie jestem śpiąca.
- Will, możesz? - Sylvia odwróciła do nich głowę. Ostatnie co zapamiętałam z tej nocy były niebieskie iskry przed oczami.

_________________________________________________________

I jest pierwszy rozdział ;-)
Mam nadzieję, ze wam się spodoba.

piątek, 9 stycznia 2015

Prolog

- Jak to w ciąży?! - Krzyknęła kobieta patrząc z niedowierzaniem na stojącego obok przyjaciela. - Musisz się mylić. Może... Nie wiem. Ta wojna... Na wszystkich źle wpływa... Greg... - Miejsce niedowierzania zaczęla wypełniać panika.
- Jestem wilkołakiem. Czuję, gdy obok mnie rozwija się nowe życie. A ty tak nie przeżywaj. Zawsze chciałaś dziecka. - Mężczyzna spojrzał na nią. - No chodź tu. - Objął kobiete i przytulił mocno do siebie. - Nie będzie tak źle. Jack Ci pomoże. Ja też. Dasz radę.
    Cudownie! Po prostu cudownie! Dziecko w czasie najwaiększej wojny tego świata. Wojny między światłem, a ciemnością. Wojny, która nigdy się nie kończy, ale nigdy wcześniej nie była tak straszna. Nigdy nie pochłaniała tylu dusz. Dziecko, które może być Wybranym lubWybraną. Nie, nie może... Napewno będzie. Musi je chronić dwa razy bardziej niż inne matki chronią swoje dzieci, co oznacza, że z pola bitwy znika jeden żołmnierz.

- Będziesz tu bezpiczna. - Pocałowała małą główkę i położyła dziecko na schodach ludkiego sierocińca. 
- Tu jej nie będą szukać. - Usłyszała i aż podskoczyła wystraszona. 
- Sylvia proszę mogłabyś mnie nie straszyć?
- Och, Mary daj spokój. Wiedziałaś, ze przyjdę. 
- Wiedziałam, ze przyjdzie opiekun.
- Ja jestem jej opiekunem. - Wampirzyca ukłoniła się teatralnym gestem. No to pięknie. Nie mogli przydzielić jej córce czarownicy? - Nie mogli. - Nop tak. Wampiry szłyszą myśli. ,, Pomoc w walce'' jak to określają. - Nie jestem jak Ci z ciemności. Będę ją chronić. Będzie bezpieczna. A teraz musimy iść. Zbliżają się rycerze ciemności. Mamy niewiele czasu.
- Kocham Cię. Zawsze będę. - Zdjęła z szyi medalin i zawiesiła go na szyi córeczki. Ludzie nie dowiedzą się o jej mocy... Póki będzie słaba. Z czasem i medalin nic nie da. - Zawsze. - Wstala z kolan płacząc. - Moja mała Wybrana. Kiedyś przycinisz się do zmiany tego swiata. - Zadzwoniła dzwonkiem. Odwróciła się do wampirzycy stojącej cały czas za nią. - Ufam Ci. Chroń ją. - Z chwilą, gdy w sierocińcu zaświeciło sie światło czarodziejka zniknęła, a po niej został jedynie cień. Wampirzyca spojrzała na zwiniątko leżące na schodach.
- Będę ją chronić. - Powiedziała do siebie, odwróciła się i odeszła znikając w czerni nocy.