niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 1

    Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Dziś siniak wyglądał... Lepiej? Nie było go już tak widać jak wczoraj, ale jednak było widać. Jeszcze kiedyś Ci tak oddam, ze się nie obudzisz. Pomyślałam mając przed oczami wczorajszy wieczór i wściekłą twarz Collina. Wróciłam tylko 10 minut za późno i oczywiście musiałam zostać ukarana. Mężczyzna bił mnie od kiedy pamięta, ale tylko, gdy się go nie słuchałam. A Carolin tak po prostu na to patrzyła. Kobieta bała się męża, ale nie ja. W każdym razie to było lepsze niż bidul. Zrobiłma mocny makijaż by ukryć już fioletową ,,ozdobą'' na twrzy. Włosy uczesałam w wysoki kucyk. Założyłam czarne rurki, białą koszulke z napisem ,, Cool kids don't die" i czarną skórzaną kurtkę z ćwiekami. Do tego czerwone trampki i byłam gotowa do szkoły. Wychodząc chwyciłam plecak i zbiegłam po schodach na dół.
- Monica. - Już miałam wyjść z domu, gdy usłyszałam za sobą cichy głos. 
- Śpieszę się do szkoły. Jeśli coś chcesz to szybko Carolin. - Powiedziałam oschle w stronę kobiety.
- Chciałam tylko prosić żebyś go nie prowokowała. Wiesz, że jest porywczy, a ja...
- Co? Znudziło Ci się patrzenie jak mnie leje?
- Ja nie potrafię Cię obronić. - Powiedziała kobieta ignorując to,  jej przerwano.
- Nie próbujesz mnie bronić. Nic Cię nie obchodzi czy dostanę czy nie. Nie udawaj. - Wrzasnęłam i usłyszałam, że ktoś idzie w ich stronę. - Jak wróce mi przywalisz. Nie bój się zdążysz. - Krzyknęłam wychodząc. 
     Od razu zalało mnie światło dzienne. Uwielbiam zapach powietrza wiosną. Założyłam słuchawki i puściłam swoją ulubioną piosenkę.


   It ain't easy growin up in World War III 

Never knowing what love could be, you'll see 
I don't want love to destroy me like it has done 
my family 

   Tak ja wiem jak to dorastać w trzeciej wojnie światowej to nie jest łatwe. Miłości też nie znam, bo kiedy miałam poznać. Szłam dobrze znaną drogą, do dobrze znanej szkoły i z tego powodu też nie byłam zadowolona. Dotknęłam wiszącego na szyi medalion. Jedyna pamiątka po matce, która oddała mnie do sierocińca. Nie znam jej, ale czuję jakby była przy mnie. Kiedy mam problem zdaje mi się słyszeć jej głos dający mi rad. Czasem słyszę, że ma iśc jak najszybciej z miejsca, gdzie jestem, ale może po prostu się mi zdaje. Gdy byłam młodsza i leżałam skulona na łóżku słysząc kłótnie na dole zdawało mi się, że słyszę bicie jej serca. Tylko dlatego sie nie poddałam. Dzięki omamom. Ludzie mają rację. Jestem dziwakiem.     Weszłam do budynku szkoły równo z dzwonkiem na lekcje. Nie śpieszyło mi się. Poszłam do swojej szafki. Wrzuciłam do niej niepotrzebne książki i poszłam na lekcje.
- No słucham czemu tym razem jesteś spóźniona Riddle. - Nauczycielka spojrzała na mnie takim wzrokiem, że byłam pewna, że gdyby wzrok mógłby zabić to ja już by nie żyła.
- Pewnie musiała pozbierać szczury na jakiś wywar. - Zaśmiał się chłopak siedzący w pierwszej ławce. - Albo rzucić na kogoś urok. Kto dziś będzie chodził jako żaba, wiedźmo?
- Ty, ale Ci to rzaczej pomoże nie zaszkodzi. Brzydszego już Cię nie da sie zrobić. Mądrzejszego tym bardzej. - Powiedziałam, a uśmiech wyparował z twarzy kapitana szkolnej drużyny. - Zaspałam, przepraszam. - Powiedziałam do nauczycielki i usiadłam w swojej ławce.
- No dobrze. Następym razem idziesz do dyrektora.
- Ja się tylko spóźniłam. Nie wysadzilam w powietrze budynku.
- Proszę pani ona nam grozi. To czuć w głosie. Zresztą po dziecku z sierocińca można się tego spodziewać. Przybłęda. - Powiedziała ,,najładniejsza'' dziewczyna w szkole.
- Zamknij tą swoją wytapetowaną mordę.
- I kto to mówi. Mam na sobie dwa razy mniej niż ty. Co pod tym chowasz? Bo jeśli brzydotę to nie pomaga. - Zaczęło sie we mnie gotować. Opanuj się! Nie słuchaj jej! Usłyszałam w głowie rozkaz. Wzięłam głeboki wdech. - Jeśli chcesz jakoś wyglądać to radzę operację plastyczną. Chociaż nie. Nic nie pomoże. No i adoptowanej nie stać na to, co? - Zacisnęła zęba aż chrupnęło. Panuj nad sobą! Nie, ja już nie ma siły. Oczy przysłoniła mi czerwień, a chwilę później na wszystkich siedących przy oknach posypały się odłamki szyb. Wszyscy uczniowie rzucili sie do drzwi, ale te nie chciały się otworzyć. Mimo, ze nie było szyb w pomieszczeniu zrobiło się gorąco. Do sali wleciał kruk zrobił kółko nad przerażonymi uczniami i wyleciał. Ja cały czas siedziałam w ławce i jakby nie widziałam co się dzieje. Dopiero, gdy na mojej kurtce zacinsnęły się pięści i pociągnęły mnie w górę obudziłam się. Temperatura wróciła do normy, drzwi otworzyły się, a czerwona poświta zniknęła. 
- Puszczaj mnie. - Syknęłam do chłopaka, który mnie trzmał.
- Ty naprawdę jesteś wiedźmą! - Chłopak odsunął się ode mnie, a ja się zaśmiałam. 
- Tak, a moi rodzice to elfowie. Naprawdę  w to wierzysz? Myślałam, że chociaż ty jesteś inny. - Spojrzałam na Paula wzrokiem bazyliszka, minęłam go i wyszłam z sali tak jak reszta klasy. 
- Riddle chciała nas pozabijać. Ona musi iść do dyrektora...
- Lepiej do psychiatryka... - Słyszałam jak uczniowie kłócili się z nauczycielką, ale mało mnie to obchodziło. 
    Krzyk i odgłos tłuszących się szyb sprawiły, że każda klasa była na korytarzu. Ktoś pobiegł po pielęgniarkę. Nauczyciele pomagali uczniom, którzy ucierpieli w zdarzeniu. Szłam przez tłum nie zwracając uwagę na nic. Poczułam rękę na ramieniu. 
- Co tam się stało?! - Przyjaciółka krzyknęła na mnie jakby to była moja wina.
- Sama nie wiem. Sylvia to nie moja wina więc tak na mnie nie wrzeszcz, ok?
- Spoko. Sorki. 

                                                        ***
                    
     Po lekcjach - które poza klasą, w której nie ma szyb odbyły się normalnie - poszłam do lasu za miastem. Kilka minut później siedziałam na polanie z książką w ręce i próbowałam zapomnieć o całym świecie. Jestem tu tylko ja i idealny świat z książki. Tylko to. Tak jak zawsze czytając straciłam poczucie czasu. ,,Obudziło'' mnie dopiero szeleszczenie liści i dźęk łamanych gałęzi. Po chwili dało się szłyszeć męskie głosy. Poderwałam sie na równe nogi. Miasteczko zazwyczaj było spokojne. Zero zabójstw, zero niewyjaśnionych zniknięć, ale gwałty to co innego. Gwałtów było dużo jak na tak niewielkie miasto. Na polanę wyszedł najpierw mężczyzna czały w czerni, a obok niego... Wilk... Tylko jakiś taki za duży na wilka... Za nimi szedł - i tu dziewczynę zamurowało - elf. Była pewna, że to elf.
- Co się stało, dziewczynko? Zabłądziłaś? - Zaśmiał się mężczyzna w czerni podchodząc do mnie. Instynktownie zaczęłam iść tyłem aż trafiłam na pień drzewa. - Taka ładna. Taka niewinna. - Pogładził mnie po policzku.
- Wiesz, że jak zgwałcisz Wybraną to zabije Cię albo ona albo Władczyni Cieni, prawda? - Powiedział Elf i w tej chwili stało się coś dziwnego. Z drzewa, o które byłam oparta zeskoczyły dwie postacie. Jedna stanęła tyłem do mnie i podniosła ręcę, w których zaczęły ,,tańczyć'' czerwone i czarne błyskawice. Druga - dziwnie znajoma - zwróciała się twarzą do mnie i mężczyzny stojącego obok. 
- Tknij ją jeszcze raz a obiecuje, ęe odgryzę Ci te parszywe łapska. - W czerwonych oczach, aż płonęła rządza mordu. Mówiąc kobieta odsłaniała śnieżnobiałe żeby z dwiema parami kłów. Wampir... Pomyślała dziewczyna. - Dawno nie jadłam, a krew czarowników podobno jest smaczna. Zawsze chciałam spróbować. - Syknęła, a mężczyzna odsunął się ode mnie i wrócił do kompanów. 
- Tym razem wygraliście, ale my jej tak łatwo nie odpuścimy. To Ci objecuję. 
     Trójka przybyszów zniknęła wśród drzew i dopiero wtedy chłopak odwrócił się do mnie. Jest przystojny. Wampirzyca odwróciła się i skierowała w stronę drzew.
- Chyba jej tak nie zostawisz. I tak by się dowiedziała. - Powiedział chłopak patrząc na blondynkę. Ta westchnęła i odwróciła się.
- Sylvia?! To jakiś żart?! - Wrzasnęłam, gdy zobaczyłam twarz przyjaciółki. Terazbyłam prwie pewne, że gdyby nie to, że opieram sie plecami o drzewo trzeba byłoby mnie łapać.. - Ty... Ty nie jesteś wampirem... A on? Kim on jest?
- No tak, gdzie moje maniery? Will Levine. - Chłopak wyciągnął w moją stronę ręke. Ja tylko na niego spojrzała i znów przenisłam wzrok na przyjaciółkę.
- To naprawdę długa i dziwna historia. Nie Ma teraz czasu na opowiadanie jej.
- A kiedy będzie?
- Później. Obiecuję. Teraz musimy Cię jak najszybciej stąd zabrać.
- Stąd czyli...
- Z miasta. Chodź. - Dziewczyna złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. - WIll pilnuj, żeby nikt za nami nie szedł.
  
                                                           ***

- Oni nie dzadzą mi sie wyprowadzić. - Powiedziałam wchodząc po schodach do domu.
- Nareszcie panienka raczyla przyjść? - Usłyszałam, gdy tylko przekroczyłam próg. Mężczyzna powiódł wzrokiem po towarzyszącym mi osobom. - Myślisz, ze jak przyprowadziłaś przyjaciółkę i jakiegoś fagasa to Ci zostanie darowane? - Spytał ironicznie i zamachnął się. Jego rękę powstrzymała dłoń Will'a.
- Nie radzę. - Powiedział oschle. - Gdzie jest twój pokój? - Spojrzał na mnie.
- Na górze. Drugi drzwi na lewo. - Odpowiedziałam niepewnie.
- No to chodź. - Zaczął wchodzić na górę nie czekając na nas. Gdy weszliśmy do pokoju wyciągnęłam spod łóżka dwie waliżki i zaczęłam pakować ciuchy.
- Zrobie to szybciej. Ty idź zabrać swoje rzeczy z łazienki. - Udałam się do łazienki i włożyłam wszystko do kosmetyczki. Nie rozumiem tego pośpiecu, ale ufam przyjaciółce. Wróciłam do pokoju, gdzie wszystko było już spakowane.
- Ruszaj się. Jak nas tu złapią to we dwoje nie damy rady Cię obronić. Will weź jej walizki. - Dziewczyna chciała wyjść, ale w drzwiach ustał wściekły Collin.
- Jeśli myślisz, że dam jej tak po....
- Oj, zamknij się i mnie wypuść.
- A jak nie to co?
- Nie będę się z tobą bawić. - Powiedziała i kopnęła go tak, że osunął się po ścianie na przeciwko. - Chodźcie.
- On żyje? - Spytała Carolin
- A zależy Ci na tym? Nie kopie żeby zabić, ale jego mogłam trochę za mocno.
     Wyszliśmy z budynku, pod którym już stało czarne, drogie auto. 
- Wsiadaj. - Powiedziała Sylvia otwierając przede mną drzwi. Po chwili cała nasz trójka siedziała w jadącym aucie.
- Dlaczego jedziecie tak szybko?
- A co? Boisz się? - Usłyszałam śmiech chłopaka, który siedział za kierownicą.
- Alex daj jej spokój. I tak się wszystko szybko dzieje. Możesz trochę zwolnić. 
- Nie musi. Ja po prostu chcę wiedzieć po cholerę ten cały pośpiech. 
- Powiem Ci wszystko jak dojedziemy na miejsce. Powinnaś się zdrzemnąć.
- Nie jestem śpiąca.
- Will, możesz? - Sylvia odwróciła do nich głowę. Ostatnie co zapamiętałam z tej nocy były niebieskie iskry przed oczami.

_________________________________________________________

I jest pierwszy rozdział ;-)
Mam nadzieję, ze wam się spodoba.

1 komentarz: